Myślę, że najbardziej przyciągnęła mnie ta potrzeba dociekania i poszukiwania – rozmowa z tłumaczką Urszulą Lutowską

Myślę, że najbardziej przyciągnęła mnie ta potrzeba dociekania i poszukiwania – rozmowa z tłumaczką Urszulą Lutowską

Skąd zainteresowanie językiem norweskim, który powszechnie uznaje się za jeden z trudniejszych języków?

Lubiłam języki obce, odkąd pamiętam. Ich nauka w szkole przychodziła mi z dość dużą łatwością. Dodatkowo moja mama, miłośniczka języka angielskiego, literatury brytyjskiej i nauczycielka z powołania zaszczepiła mi tę pasję i pokazała, że praca z językiem może być ciekawa i inspirująca. Moim pierwszym kierunkiem studiów była filologia angielska, gdzie po raz pierwszy zetknęłam się z tłumaczeniami, ale już w trakcie studiów wiedziałam, że chciałabym poznać dokładnie jeszcze inny język i być może połączyć w praktyce pracę z obydwoma. Szukałam języka, który nie byłby zupełnie przypadkowym wyborem. Chciałam, aby był związany z moimi zainteresowaniami. Zależało mi również na tym, aby był to język rzadszy, z którym nigdy wcześniej się nie zetknęłam i był używany przez mniejszą liczbę osób – taki, który stanowiłby wyzwanie. Padło na język norweski, który pośród języków skandynawskich jest nazywany „językiem środka”, ponieważ znając ten język, można zrozumieć i porozumieć się zarówno w języku szwedzkim, jak i duńskim (z duńskim mówionym może być nieco trudniej, ale język pisany da się całkowicie zrozumieć), co ma związek z dość burzliwą historią Norwegii i jej sąsiadów. Znaczenie miało także brzmienie norweskiego, które bardzo mi się spodobało. Pośrednio na moją decyzję mogło wpłynąć też to, że na Uniwersytecie Gdańskim, gdzie kończyłam studia magisterskie z filologii angielskiej, piętro niżej znajdowała się skandynawistyka. W ten sposób logistycznie łatwiej było mi łączyć studiowanie na obydwu kierunkach jednocześnie. Nigdy nie żałowałam swojego wyboru, ponieważ język norweski szybko stał się moją pasją.

Czy od początku byłaś zainteresowana docelowo karierą tłumaczki przysięgłej?

Nie 😊. Docelowo chciałam zawodowo zajmować się sportem, planowałam karierę siatkarską lub w lekkiej atletyce. Obie te pasje realizowałam przez wiele lat i byłam przekonana, że to jest moje przeznaczenie. Jednak kontuzje i potrzeba zdobycia konkretnego wykształcenia oraz zawodu poprowadziły mnie inną drogą. Sport traktuję teraz rekreacyjnie i jest on ciągle obecny w moim życiu. Mam za sobą doświadczenia pedagogiczne w nauce języków obcych, ale to praca tłumacza okazała się dla mnie najbardziej satysfakcjonująca na tym etapie mojego życia, a dowiedziałam się o tym na studiach, w trakcie zajęć z translatoryki, gdzie złapałam tego przysłowiowego bakcyla.

Co najbardziej zafascynowało Cię podczas tych zajęć?

Myślę, że najbardziej przyciągnęła mnie ta potrzeba dociekania i poszukiwania. Uważam, że tłumaczenia są raczej dla cierpliwych ludzi, ponieważ nierzadko zdarza się tak, że aby znaleźć jedno odpowiednie słowo do przełożenia danego zdania między językami, trzeba poświęcić kilka godzin poszukiwań, analizy, sprawdzania kontekstu, czytania tekstów z innych dziedzin. To mnie zafascynowało. Oczywiście gdyby każde słowo wymagało takiego nakładu czasu i pracy, pewnie byłoby to bardziej frustrujące niż satysfakcjonujące. Jednak posiadając odpowiednią znajomość języka oraz kontekstu, czy to historycznego, społecznego czy literackiego danego kraju lub języka (a miałam okazję zdobyć taką wiedzę na studiach skandynawistycznych), zdecydowanie łatwiej jest dotrzeć do różnych konotacji, co przy okazji daje tłumaczowi poczucie satysfakcji z pracy. To, co mnie dodatkowo zafascynowało w tłumaczeniach, a o czym przekonałam się już później, praktykując jako tłumacz, to możliwość poszerzania wiedzy z wielu dziedzin, z którymi nie miałabym być może okazji zetknąć się, gdyby nie tematyka danego tłumaczenia. Jeżeli pojawia się tekst do tłumaczenia i dotyczy on branży, z którą wcześniej tłumacz się nie zetknął lub zetknął się tylko pobieżnie, musi poświęcić trochę czasu na lekturę i poznanie tematyki oraz odpowiedniego słownictwa z wąskiej specjalizacji zanim przystąpi do tłumaczenia. To sprawia, że wykonując swoją pracę, mam możliwość, tak jakby przy okazji, zgłębiać wiedzę z naprawdę szerokiego wachlarza dziedzin. Dzięki temu praca nigdy nie jest nudna, a wręcz przeciwnie – ciekawi i inspiruje.

Ile lat pracujesz w zawodzie, z jakimi największymi wyzwaniami mierzyłaś się w tym czasie?

Tłumaczeniami zajmuję się już od prawie 10 lat, najpierw były tłumaczenia w obszarze języka angielskiego (ponieważ jest to mój pierwszy kierunek studiów), później zajęłam się też tłumaczeniami z i na język norweski oraz tłumaczeniami między tymi dwoma językami. Największe wyzwania? Różnice kulturowe, systemowe, to, że nie wszystko da się przełożyć słowo w słowo, nie wszystkie pojęcia posiadają swoje odpowiedniki. To wymaga cierpliwości, dociekliwości, ale też kreatywności.

Bez wątpienia. W tej pracy ważna jest także samodyscyplina i dobra organizacja pracy, prawda? 

Zaryzykowałabym stwierdzenie, że są one najważniejsze. Tłumacz przysięgły pracuje najczęściej samodzielnie jako freelancer, prowadząc jednoosobową działalność. Jeżeli sam nie zorganizuje sobie pracy w odpowiedni sposób, to nikt inny tego za niego nie zrobi. Bardzo ważna jest też umiejętność planowania własnego czasu pracy oraz elastyczność w tym zakresie. W moim przypadku jest tak, że pracuję z domu, mam pod opieką małą córeczkę, realizuję różne pasje i uwielbiam spędzać czas na świeżym powietrzu. W związku z czym potrzebuję dość dużo elastyczności i samodyscypliny w organizacji czasu pracy, ale też często podkreślam, że jest to ogromna zaleta mojego zawodu i tego trybu pracy. Daje mi to poczucie wolności i satysfakcję, ponieważ mogę sama decydować i poświęcić odpowiednią ilość czasu na pracę zawodową, czas z rodziną oraz pozostałe aktywności.

Jak migracje, zwłaszcza emigracje Polaków do Norwegii wpływają na Twoją pracę?

Prawda jest taka, że gdyby Polacy nie jeździli do Norwegii, a Norwegowie nie przyjeżdżali do Polski, to nie miałabym zajęcia 😊. Niezależnie od rodzaju powiązania między tymi krajami, czy to turystyka czy wyjazdy zawodowe, zawsze istnieje potrzeba tłumaczenia różnych tekstów i dokumentów. Mimo tego, że praktycznie w każdej części Norwegii (może poza daleką Północą) można porozumieć się w języku angielskim i to na świetnym poziomie, pracodawcy i urzędy często jednak potrzebują dokumentów sporządzonych w ich rodzimym języku. Wtedy z pomocą przychodzi tłumacz przysięgły, gdyż takie urzędowe dokumenty najczęściej potrzebują opatrzenia pieczęcią i podpisem właśnie tłumacza przysięgłego. W Polsce jest podobnie. Polacy, którzy pracują w Norwegii, potrzebują dokumentów tłumaczonych z języka norweskiego do przedstawienia ich w polskich urzędach lub bankach.

Wiąże się to zapewne ze sporą liczbą powtarzalnych zleceń – jak sobie z tym radzisz?

Z pewnością takie dokumenty, które się powtarzają to wszelkiego rodzaju akty stanu cywilnego czy dokumenty związane z rejestracją samochodów sprowadzanych z zagranicy. Jednak wymagają one dodatkowej uważności, gdyż czasem różnią się drobnymi niuansami, które trzeba wyłapać i odpowiednio przetłumaczyć. Standardowe dokumenty tłumaczy się szybciej, ale dobrze jest, kiedy zlecenia standardowe przeplatają się z nietypowymi tekstami, które wymagają zaangażowania, stanowią wyzwanie i zmuszają do poszukiwania. Przynajmniej na mnie działają one odświeżająco.

W Polsce wciąż mamy niewielu tłumaczy przysięgłych języka norweskiego, czy ma to znaczenie przy przyjmowaniu konkretnych zleceń (np. bardziej specjalistycznych tekstów)?

Są dziedziny, w których – w połączeniu z językiem obcym – specjalizuje się naprawdę niewiele osób. Dotyczy to zdecydowanie tłumaczeń medycznych czy wąskich specjalizacji technicznych. Jak wiadomo, tłumacz nie musi i nie jest w stanie znać się na wszystkim. Każdy z nas stara się zgłębiać swoją wiedzę oraz umiejętności językowe w zakresie jednej czy dwóch branż, w których czuje się najpewniej. Ja na przykład specjalizuję się w tłumaczeniach prawniczych i finansowych. Spotykając się jednak z tematyką mniej sobie znaną, posiłkujemy się wiedzą i doświadczeniem innych osób, z którymi możemy się skonsultować i upewnić czy nasz tor myślenia jest właściwy. Dzięki temu poszerzamy też naszą wiedzę i nieustannie uczymy się nowych rzeczy. Powtórzę za klasykiem – kto pyta, nie błądzi.

Pełna zgoda! 😊 Jesteś także tłumaczką języka angielskiego. Czy mogłabyś wskazać krótko i subiektywnie specyfikę każdego ze znanych Ci języków? Co wyróżnia je spośród innych?

Na początku chciałabym podkreślić, że znajomość języka angielskiego bardzo pomogła mi w nauce języka norweskiego – należą do tej samej rodziny języków germańskich. Poznając norweski, dostrzegałam wiele analogii z angielskim, podobieństwo w zakresie gramatyki również było pomocne. W swojej obecnej pracy jako tłumacz przysięgły języka norweskiego często posiłkuję się znajomością angielskiego, szukając odpowiedników właśnie za pośrednictwem tego języka. Nie będzie chyba niczym zaskakującym, jeśli powiem, że słowników czy glosariuszy języka angielskiego jest zdecydowanie więcej i są łatwiej dostępne, a znając obydwa języki można zweryfikować, czy w danym przypadku warto z tego skorzystać czy nie. To, co różni norweski od angielskiego, a bardziej przybliża go do języka niemieckiego, to możliwość tworzenia złożeń, tzw. sammensatte ord. Pozwala to na pewną dozę kreatywności, co osobiście bardzo lubię, ponieważ nie znając danego określenia w języku norweskim, wystarczy złożyć ze sobą dwa, trzy lub więcej wyrazów i otrzymujemy złożenie, które okazuje się funkcjonować w tym języku. Oczywiście należy to najpierw sprawdzić i zastosować odpowiednie zasady łączenia tych słów.

Czy współpracujesz z wieloma biurami tłumaczeń? Jakie warunki muszą zostać spełnione, aby taka współpraca była satysfakcjonująca i komfortowa?

Muszę przyznać, że od samego początku mojej działalności jako tłumacza przysięgłego mam szczęście do osób czy firm, z którymi współpracuję. Z wieloma z nich nawiązałam współpracę już w pierwszych dniach istnienia mojej firmy Po Norwesku i kontynuujemy ją, ku – mam nadzieję – obopólnej satysfakcji, aż do dziś. Myślę, że ważne jest to, aby mieć podobną filozofię pracy i prowadzenia firmy, zrozumienie i szacunek dla człowieka, który jest po drugiej stronie monitora czy słuchawki telefonu, ponieważ bardzo często nie mamy ze sobą kontaktu fizycznego, a komunikujemy się telefonicznie i mailowo. Właśnie dlatego cenię sobie współpracę z biurem tłumaczeń Polyland, która trwa już od ponad 4 lat. W branży tłumaczeniowej niezwykle istotne są takie wartości, jak rzetelność, terminowość, profesjonalizm i to one decydują o tym, że współpraca między mną i Polyland układa się bardzo komfortowo i efektywnie. Dodatkowo możemy liczyć na wzajemne dobre słowo i czy poradę w kwestiach branżowych i biznesowych.

Pandemia, z którą obecnie się mierzymy wpływa niemal na każdy aspekt naszego życia. Jak wygląda to w Twoim przypadku, jeśli chodzi o warunki pracy?

Warunki mojej pracy prawie w ogóle się nie zmieniły, ponieważ od samego początku pracuję z domu, wychowując jednocześnie 3-letnią córeczkę. Oczywiście pojawiają się pewne problemy takie jak utrudniony kontakt z klientami, którzy chcieliby osobiście zlecić czy odebrać tłumaczenie czy logistyka związana z wysyłkami gotowych tłumaczeń do odbiorcy. Jednak w dobie współczesnych technologii i różnych opcji wysyłkowych, przy odrobinie wzajemnej wyrozumiałości dajemy sobie radę 😊 . Chciałabym jednak móc – w duchu skandynawskiej filozofii friluftsliv – swobodnie wyjść na spacer, pobiegać bez ograniczeń i cieszyć się przebywaniem blisko natury. Mam nadzieję, że to już naprawdę niedługo 😊.

Bardzo dziękuję za ciekawą rozmowę. Mam nadzieję, że w niedalekiej przyszłości uda nam się także spotkać w Krakowie lub w Gdyni. 😊


Urszula Lutowska – tłumaczka przysięgła języka norweskiego, magister filologii angielskiej i skandynawistyki Uniwersytetu Gdańskiego, lektorka języka angielskiego i norweskiego, miłośniczka sportu, literatury i szeroko pojętej Skandynawii. Z branżą tłumaczeniową związana od 10 lat. Doświadczenie językowe i zawodowe zdobywała, pracując m.in. na gdańskiej ASP, w firmach z branży IT, współpracując z biurami tłumaczeń oraz licznymi instytucjami i firmami działającymi w różnych sektorach zarówno na rynku polskim, jak i norweskim.