Dla niektórych klientów już sam fakt, że jestem tłumaczką przysięgłą okazuje się nietypowy – rozmowa z Julią Andrukiewicz

Dla niektórych klientów już sam fakt, że jestem tłumaczką przysięgłą okazuje się nietypowy – rozmowa z Julią Andrukiewicz

Julia Andrukiewicz – tłumaczka przysięgła języków rosyjskiego i białoruskiego, wieloletnią współpracowniczka Centrum Studiów Europejskich UJ, absolwentka Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz studiów podyplomowych w zakresie translatoryki i pedagogiki. Doświadczenie zawodowe zdobywała, współpracując ze spółkami działającymi m.in. w branży usług prawniczych, konsultingu gospodarczego/produkcyjnego, usług informatycznych i edukacyjnych, w tym e-learningu, świadczącymi usługi na terenie Polski oraz krajów Europy Środkowo-Wschodniej.

Jak długo pracujesz w zawodzie? Skąd decyzja o zostaniu tłumaczką?

Szeroko pojętym przekładem zajmuję się od ok. 20 lat. Jestem absolwentką prawa na Uniwersytecie Jagiellońskim. W trakcie studiów, w formie wolontariatu współpracowałam z Fundacją dla Uniwersytetu Jagiellońskiego, tworząc Klub Absolwenta. Prowadziliśmy m.in. klub dyskusyjny, a w ramach cyklicznych spotkań zajmowaliśmy się na tematyką językoznawczą i tłumaczeniową, co rozbudziło moje zainteresowania. Pochodzę z wielokulturowej rodziny, od dziecka posługiwałam się trzema językami, co z pewnością też miało znaczenie. Z czasem odkryłam potencjał juryslingwistyki i tak zrodziła się ostateczna decyzja.

Czy egzamin na tłumacza przysięgłego był według Ciebie bardzo wymagający? Co doradziłabyś osobom, które do niego aspirują?

Tak, myślę, że jest trudny, zwłaszcza dla osób, które tłumaczą mniej popularne języki. Celem egzaminu jest weryfikacja umiejętności kandydata/-tki w zakresie zarówno ustnych, jak i pisemnych tłumaczeń uwierzytelnionych. Trzeba sprawdzić się w tekstach wysoce specjalistycznych, potencjalny tłumacz przysięgły musi być przygotowany merytorycznie – musi znać prawo polskie, ale i prawo kraju obcego, nie wspominając o kwestiach stricte językowych. To, co może irytować, to brak jasnych kryteriów oraz fakt, że procedura odwoławcza nie istnieje. Doradzałabym (w miarę możliwości) studia podyplomowe, korzystanie z wszelkich dostępnych szkoleń, niezmiennie – intuicyjne, gruntowne przygotowanie we własnym zakresie.

Co okazało się największym wyzwaniem na początku Twojej kariery? Czy pamiętasz swoje pierwsze zlecenie?

Na pewno pamiętam swoje pierwsze poważne zlecenie dla polsko-brytyjskiej spółki, która próbowała przebić się na rynku rosyjskim. Byłam jedyną łączniczką w procesie komunikacji i jako jedyna rozumiałam ważne uwarunkowania kulturowe, co okazało się wyzwaniem nie tylko na poziomie językowym. Zlecenie wymagało sporej dawki dyplomacji. Podobnie było w innym przypadku – w latach 2010-2014 współpracowałam z firmą konsultingową, która realizowała projekty na wschodzie Ukrainy (obecnie są to tereny zaanektowane przez Rosję). Wpływy rosyjskie były widoczne już wtedy, co ważne mówimy tu o regionie górniczo-przemysłowym. Nie pomagał fakt, że mentalność Ukraińców, ujmując to ogólnie, była tam problematyczna pod względem tożsamościowym. Tłumaczyłam podczas wizytacji, spotkań integracyjnych, rozmów z pracownikami i bardzo ostrożnie dobierałam słowa.

Często zawód tłumacza uznaje się za „wolny”, jak to odbierasz?

Zależy, co masz na myśli. Jeśli chodzi o zakres obowiązków, tłumacza przysięgłego ograniczają przepisy ustawy – często archaiczne i niedostosowane do wymogów rynkowych, co może stanowić swoistą przeszkodę. Co do systemu pracy – oczywiście można funkcjonować jako wolny strzelec, nie być związanym z konkretną firmą, tym samym pozwolić sobie na swobodny system pracy, ale nie zapominajmy, że każda sytuacja jest indywidualna i wszystko zależy od konkretnych dyspozycji i oczekiwań.

Wiele osób ma podobne skojarzenia, jeśli chodzi o język rosyjski i białoruski – jak to wygląda z perspektywy profesjonalistki? Czy te języki bardzo się od siebie różnią?

Rosyjski i białoruski należą do tej samej grupy języków wschodniosłowiańskich i oczywiście wpływa to na szereg podobieństw. Rosjanin i Białorusin porozumieją się, choć zapewne będą się też szeroko uśmiechać podczas konwersacji, bo dla każdego z nich język sąsiada jest nieco zabawny. Pamiętajmy o powiązaniach historycznych, podobnych alfabetach i zasadach dotyczących składni, gramatyki, itp. Melodyka, akcent pozwolą nam rozpoznać dany język intuicyjnie, ale cech wspólnych z pewnością nie brakuje. Myślę, że jeszcze łatwiej byłoby znaleźć analogie między językiem ukraińskim i białoruskim.

Czy osobiście wolisz wykonywać tłumaczenia zwykłe czy poświadczone? Co na to wpływa?

Obecnie, bez chwili zastanowienia – poświadczone. Dają mi większy komfort pracy, są dla mnie bardziej opłacalne i przede wszystkim powiązane z tematyką prawniczą, czyli moją główną specjalizacją i kierunkowym wykształceniem. Cenię sobie również regularna współpracę z organami wymiaru sprawiedliwości i organami ścigania.

Na co warto zwrócić uwagę, jeśli po raz pierwszy chcemy zlecić tłumaczenie przysięgłe? O co najczęściej pytają klienci?

W moim przypadku typowy klient to osoba fizyczna – obcokrajowiec, który chce się osiedlić w Polsce ze względu na pracę, powiązania rodzinne czy studia i tłumaczenia poświadczone są mu potrzebne do zalegalizowania pobytu w Polsce. W takim przypadku warto pamiętać przede wszystkim o skanach/zdjęciach każdego dokumentu, które przekazujemy mailowo do procesu wyceny. Poza tym pamiętajmy, że jakość kosztuje, więc najniższa cena nie powinna być kluczowym wyznacznikiem, a przekład wymaga czasu, więc konsultacji warto zasięgnąć z pewnym wyprzedzeniem. Zanim też oburzymy się na jakąś niezrozumiałą dla nas sugestię tłumacza, nie zapominajmy, że to on jest specjalistą i decyduje, czy pewne praktyki, np. w zakresie tłumaczeń uwierzytelnionych, są dopuszczalne czy nie.

Czy przyjmujesz wszystkie zlecenia? Co decyduje o potencjalnej rezygnacji?

Absolutnie nie. Raczej nie poświadczam gotowych tłumaczeń – często wykonują je sami klienci lub zaprzyjaźnieni niedoświadczeni tłumacze, bez zachowania odpowiednich standardów, co sprawia tak naprawdę więcej kłopotu niż samodzielna praca. Odrzucam zlecenia spoza moich specjalizacji. Kategorycznie odmawiam tych, które wymagałyby obejścia przepisów ustawy. Nie przyjmę także zleceń z narzuconą odgórnie stawką czy terminem realizacji.

Czy są pewne standardowe problemy, jakbyśmy mogli to określić, z którymi nieustannie się zmagasz podczas pracy? Z czego wynikają?

Trudno doszukiwać się uniwersalnych źródeł. Niezależnie od kategorii klientów – często problemem jest stosunek do czasu tłumacza, jego dyspozycji. Panuje przekonanie, że tłumacz pracuje niemal hobbystycznie, jest dostępny niezależnie od pory dnia i, a jakże, podczas weekendów. Życzyłabym sobie, żeby klienci rozumieli, że jeśli nie odbieram telefonu, to po prostu realizuję zlecenie i oddzwonię, gdy skończę. Tak według mnie działa zasada wzajemnego szacunku. Warto też mieć na uwadze, że do tłumaczenia ustnego należy się odpowiednio przygotować, tłumacz powinien mieć możliwość zapoznania się z konkretnymi materiałami, przygotowania kwestii organizacyjnych (dojazdu, ewentualnego noclegu), więc konsultowanie takiej usługi dzień przed, to jednak, delikatnie ujmując, ryzykowna praktyka.

Dlaczego, zlecając tłumaczenie poświadczone z języka rosyjskiego czy białoruskiego, klienci muszą okazać paszport?

Wynika to z konkretnego artykułu ustawy. Tłumacza interesuje wyłącznie pisownia imienia i nazwiska, która widnieje w paszporcie (zaznaczam dla tych, którzy mogą mieć problem z poufnością danych). Chodzi o konwersję pisowni z języków cyrylicznych na łacinę, a paszport jest tu dowodem (często sami klienci nie wiedzą, jak wygląda zapis ich danych przy użyciu znaków łacińskich).

Czy koniecznie trzeba mieć oryginał dokumentu?

Wszystko zależy od tego, gdzie i w jakim celu przedłożymy tłumaczenie poświadczone. Jeśli ma się pojawić adnotacja tłumaczenia z oryginału, bezwzględnie musi on zostać okazany. Nie jest to kwestia złośliwości czy widzimisię tłumacza, a wyłącznie przestrzegania przepisów prawa.

Czy przypominasz sobie nietypowe lub absurdalne sytuacje związane z konkretnym przekładem?

Dla niektórych klientów już sam fakt, że jestem tłumaczką przysięgłą okazuje się nietypowy. Na Wschodzie nie istnieje coś takiego jak instytucja tłumacza przysięgłego, tłumaczenia sporządzone przez tłumacza poświadcza notariusz, nie ma egzaminów, weryfikacji umiejętności. Często obcokrajowcy dopytują, czy na pewno tłumaczę z języka białoruskiego, ponieważ w ich mniemaniu to język marginalny. Stąd też moje skupienie na edukowaniu klientów.

Jak podchodzisz do presji czasu – często narzucanej przez klientów i biura tłumaczeń? Jak może to wpłynąć na jakość przekładu? 

To standardowy problem. Nie od dzisiaj wiadomo, że dobra jakość usługi wymaga czasu. Klient musi mieć świadomość całego procesu tłumaczeniowego, warto omówić z nim kluczowe kwestie dotyczące specyfiki tekst. Staram się współpracować z biurami, które rozumieją te zależności. Żyjemy w bardzo dynamicznych czasach, komunikacja jest niemal ekspresowa, oparta na krótkich komunikatach, hasłach. Oczekujemy tego samego od tłumacza, stąd zauważalna presja, którą należy jednak ograniczać.

Czy zmiany migracyjne silnie wpływają na Twoją pracę?

Odczuwam ich skutki, zwłaszcza w ostatnich latach. Osiedlanie się Białorusinów w Polsce oczywiście wpływa na zwiększoną ilość zapytań, które otrzymuję w zakresie tłumaczeń uwierzytelnionych. Działa jednak też poczta pantoflowa, mam już całkiem wyrobioną markę, więc zauważam wpływ różnych czynników.

Co sądzisz o ostatnich podwyżkach stawek dla tłumaczy przysięgłych?

Bardzo się cieszę, choć czekaliśmy na nie tak długo. Liczę na ich regularne waloryzowanie. Być może pozwoli to ograniczyć dumpingowe praktyki i choćby częściowo uzdrowi branżę.

Jakie jest Twoje zdanie na temat współpracy tłumaczy i biur tłumaczeń – opinie bywają bardzo skrajne, czy słusznie?

Myślę, że prawda leży pośrodku. Oczywiście wszystko zależy od danego biura, jego polityki, stosunku do systemu pracy tłumaczy, radzenia sobie z zespołowością. W każdej branży znajdą się firmy, które psują rynek, liczą na jednorazowy zysk i stosują niekoniecznie uczciwe praktyki. Zaniżanie stawek, ich narzucanie, presja czasu, itp. to problemy, z którymi nieraz musiałam się mierzyć. Są jednak biura, z którymi współpracuję od lat, choćby właśnie biuro tłumaczeń Polyland 😊, i bardzo cenię sobie regularność zleceń i wzajemnie zaufanie.

Czy widzisz różnice w postrzeganiu tłumaczy w Polsce oraz za granicą? Czy dzisiaj również wybrałabyś taki zawód? Czy czujesz, że jest on społecznie doceniany?

Myślę, że choć jest to zawód doceniany bardziej przez pewne środowiska niż przez ogół społeczeństwa, dzisiaj podjęłabym taką samą decyzję. Zdaję sobie sprawę, że niesie ze sobą sporą odpowiedzialność, szeroki zakres obowiązków, ale dla mnie ważna jest także, nazwijmy to misyjność, w zakresie edukowania klientów. Dbając o komunikację, tłumacząc zawiłości, etc., jesteśmy w stanie zmieniać stereotypowe podejście.

Jakie widzisz wyzwania dla branży tłumaczeniowej w nadchodzącym czasie?

To prężnie rozwijająca się branża, więc wyzwań nie brakuje. W przypadku tłumaczeń zwykłych na pewno znaczenie będzie miał postęp w dziedzinie tłumaczeń maszynowych. Zauważam, że coraz częściej klienci oczekują nie wysokiej jakości czy skrupulatnego tłumaczenia, a wyłącznie przekazania kluczowego komunikatu, jego sensu. W tym przypadku tłumaczenia maszynowe są co najmniej konkurencyjne.

Jeśli chodzi o tłumaczenia poświadczone, procesy migracyjne (o których już wspomnieliśmy) mają i będą mieć istotne znaczenie. Co wydarzy się w przyszłości? Pozostaje nam bacznie obserwować rynek i niezmiennie stawiać na rozwój.


  • W trakcie redagowania wywiadu wybuchła epidemia koronawirusa, stąd drobna aktualizacja i dodatkowe pytanie.

Jakie zmiany zauważasz w trakcie ostatnich dni? Jak obecna sytuacja może według Ciebie wpłynąć na branżę tłumaczeniową?

Myślę, że ograniczenia wprowadzone z racji szerzącej się epidemii odczuwalne są niemal w każdej branży, bardzo rzadko są to zmiany pozytywne. Zamknięcie granic, urzędów, zanik mobilności, wyjazdy obcokrajowców – to wszystko sprawia, że ilość zleceń w zakresie tłumaczeń uwierzytelnionych obniżyła się drastycznie, myślę, że nawet o 90%. Na co dzień koncentruję się oczywiście na pracy zdalnej, korzystam z usług firm kurierskich i poczty.

Jeśli miałabym wskazać jakieś potencjalne pozytywne skutki tej sytuacji, to być może jest to szansa na wprowadzenie opcji korzystania przez tłumaczy przysięgłych z kwalifikowanego podpisu elektronicznego i zniesienie wymogu poświadczania zgodności tłumaczeń uwierzytelnionych z oryginałami dokumentów, co znacząco usprawniłoby wykonywanie codziennych obowiązków.W tak ekstremalnych okolicznościach mamy czas i możliwość na przeanalizowanie niejednego problemu, z którym na co dzień borykamy się w branży.

  • Rozmowa została przeprowadzona przez Grzegorza Patyka z biura tłumaczeń Polyland

Potrzebujesz tłumaczeń uwierzytelnionych w zakresie języka białoruskiego lub rosyjskiego? Masz pytania? Napisz do nas na: biuro@polyland.pl lub zadzwoń: 609 853 852